6 sierpnia 2018

BIAŁA KUCHNIA NA PODDASZU

Kuchnia, to chyba moje ulubione pomieszczenie. Na blogu pojawiły się już wpisy o mojej szarej kuchni w mieszkaniu (tutaj) o prowansalskiej kuchni w małym domku (tutaj) A teraz czas na białą kuchnie na poddaszu. Urządzanie przestrzeni pod dachem do łatwych nie należy. Dużo skosów, niestandardowe wysokości, powodują, że często nie możemy pozwolić sobie na kupno standardowych mebli. Na naszym poddaszu, przyznaje, też nie było łatwo. Cała kuchnia miała niestandardowe wymiary, ponieważ przez całą jej długość biegnie belka więźby dachowej.  Element, którego pozbyć się nie można, postanowiliśmy ją wyeksponować i dolne szafki postawić na belce, zachowując przy tym odpowiednią wysokość blatu, kosztem niższych półek dolnych.

Wszystkie meble zostały wykonane na zamówienie, kuchnia ma ponad cztery metry długości, więc miejsca na przechowywanie nie brakuje. Nie ma natomiast piekarnika i zmywarki ale za to jest płyta ceramiczna, mała bo mała ale jest 🙂

W kuchni znajduje się wszystko, żeby przygotować posiłki dla ośmiu osób, bo tyle jest w stanie pomieścić cały apartament. Jeśli macie ochotę na odpoczynek w takim klimacie i pogotować w takiej kuchni,(tylko pamiętajcie, że płyta jest dwupalnikowa, za to lodówka duża) to zapraszam do strony rezerwacyjnej (tutaj) W naszej kuchni na poddaszu uwielbiam lodówkę, staruszka swoje przeżyła, nie chcieliśmy jej wyrzucać, skoro jest sprawna, postanowiłam ją trochę podrasować. Zamówiłam przez internet naklejkę, ta krowa już za mną chodziła, od dłuższego czasu. W sumie to już kolejna lodówka, którą obdarowałam piękną naklejką. Niebawem zrobię wpis o tym, dlaczego nie warto od razu wyrzucać starych rzeczy i jak łatwo można je zmienić. Wyobraźcie sobie, że ta stara lodówka przeżyła już dwie nowe, które po skończonej gwarancji padły tak, że naprawa przekraczała kupno nowej, dlatego lepiej dwa razy się zastanowić zanim się wyrzuci sprawny sprzęt.

Na pewno chciałabym zagospodarować ścianę obok stołu, bo jest strasznie pusta, na ścianie z białej cegły powieszę plakat z festiwalu wina, który przywiozłam z podróży do Toskanii, o której pisałam tutaj. Stół jest identyczny jak w kuchni mojej siostry, robił go ten sam stolarz i jesteśmy z niego bardzo zadowoleni. Krzesła odnawiałam sama, zostały po poprzednich właścicielach domu. Pomalowałam je na biało i kupiłam szare wygodne siedziska. Czarne siedzisko powstało z jednej części wersalki chyba z oparcia. Cały moduł oddałam do tapicera, który obił go czarną tkaniną a później dokręciłam nogi. Tu kolejny apel, niech Was ręka boska chroni przed wyrzucaniem starych mebli, one mają duszę a w połączeniu z nowymi wyglądają genialnie.

Jeśli macie dylematy co zrobić ze starymi meblami i nie macie na nie pomysłu piszcie śmiało! Pomogę 🙂 Pozdrawiam w ten wakacyjny upalny dzień