Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy te same meblościanki, komody i fotele zdobiły większość mieszkań i domów. Sąsiad mógł rozsiąść się u sąsiada i poczuć ten sam profil fotela popijając przy tym herbatkę z charakterystycznej szklanki w czerwonym koszyczku. O różnorodności w sklepach nie było mowy, kto chciał zaszaleć to szył zasłony, narzuty, poszewki na poduszki tak robiła moja mama, do teraz żałuję, że nie odziedziczyłam smykałki do szycia.

Czasy bardzo się zmieniły ilość rzeczy w sklepach potrafi czasem przytłoczyć i czasem łatwo się w tym pogubić… a czasem wystarczy zejść do piwnicy, zagladnąć do babci i przytargać stary mebel z PRL-u. Ja swój znalazłam akurat na  olx za ok 70 zł i od razu skradł moje serce, bo takiego mebelka poszukiwałam, do stworzenia aneksu kuchennego w pokoju, cel był jeden: Nie było mowy o tradycyjnych szafkach kuchennych, ponieważ chciałam aby pokój jak najbardziej przypominał pokój a nie pokój z kuchnią.

W komodzie ulokowałam zlew oraz podwójną płytę ceramiczną, w środku, tam, gdzie są podwójne drzwiczki zmieściła się lodówka, oraz kosz na śmieci, tam gdzie pojedyncze drzwiczki, była oryginalna szuflada, którą zostawiłam na sztućce a pod nią zostało trochę miejsca na garnki. Blat na którym zamontowana jest płyta oraz zlew została oryginalna, ponieważ kuchnia bardziej ma służyć do przygotowania prostych posiłków, położyłam na niej żeliwną podstawkę pod garnek żeby nie uszkodzić blatu, póki co się sprawdza.

 

   

 

 

W górnej części, która pełni funkcję witrynki zmieściły się talerze i szklanki. Z racji tego, że komoda nie jest dużych rozmiarów, udało się uzyskać lekki a do tego funkcjonalny aneks kuchenny, który pozwala na przygotowanie prostych posiłków.

W głowie mam już pomysł na kolejne metamorfozy starych mebli z PRL-u.